czwartek, 30 lipca 2009

Wycieczka po wyspie/Round the island






























































































































































































































































































































































































23 – 06 - 2009

Podróż po wyspie rozpoczęliśmy wczesnym porankiem, udając się do górskiej miejscowości Zia. To rozwiązanie jest rzeczywiście godne rozważenia, gdy 1) chce się uniknąć upałów 2) chce się uniknąć stada turystów, które to przybywa pierwszymi autobusami ok. 9. Sama Zia przypomina nasze zakopiańskie Krupówki – stragan na straganie i tawerna na tawernie, wszelka autentyczność tej miejscowości, przynajmniej w jej głównej części, dawno zaginęła. Jeśli jednak wyjdzie się trochę z centrum szlakiem w stronę gór, można obejrzeć 2 ładne kościoły – pierwszy z początków XX w a następny rzeczywiście stary, z zachowanymi malowidłami ściennymi. Szlak w góry początkowo wiedzie przez tereny wiejskie – widać skąd pochodzi barania na stolach w KosieJ Następnie wchodzi się w autentycznie zielony las oraz pod górę porośniętą tymiankiem oraz przede wszystkim szałwia. Aż trudno uwierzyć, że na tej wysokości można spotkać żółwie i to całkiem duże okazy. Szlak na górę Dikaios w pewnym momencie odbija w lewo, my jednak wybraliśmy dziewiczy szlak od prawej. Widok rzeczywiście był niesamowity - z jednej strony urwisko z drugiej las a w oddali słone jezioro Aliki. Pod stopami brzęczały dzwonki pasącego się stadka kóz i owiec – prawdziwy odpoczynek dla zestresowanego Warszawiaka z nizin J Z Zia pojechaliśmy do Agios Stefanos pod Kefalos, znajdują się tam malowniczo położone nad morskim brzegiem pozostałości bazyliki wczesnochrześcijańskiej. Uroku temu miejscu dodaje bliskość przepięknej wysepki Kastri z małym biało – niebieskim charakterystycznym kościółkiem – Agios Nikolaos. Woda w tym miejscu ma szczególny kolor! Wiem, że w Grecji można to powiedzieć o wielu miejscach, jednak tu było coś, co szczególnie urzekało, może szum wody rozbijającej się o kamienie. Następnie udaliśmy się do najbardziej na zachód położonej większej miejscowości – Kefalos, znanej z wielu malowniczo położonych młynów, obecnie już nie użytkowanych. Z Kefalos znów zawróciliśmy w stronę Agios Stefanos, by zatrzymać się na chwilę na tzw. Paradise Beach, zwanej także Bubble Beach, gdyż podobno można obserwować w wodzie bąbelki wulkaniczne. Morze w tym miejscu jest rzeczywiście niesamowite, bardzo długo ciągnie się jasnoniebieska płycizna, woda jest ciepła, a widoki piękne. Jeśli odwróci się w stronę morza i lekko przymknie oczy można poczuć się jak na Tahiti:) Miejsce dla tych, którzy na plaży chcą spędzić znaczną część swojego urlopu. Na koniec udaliśmy się do Palio Pyli. Nie planowaliśmy zwiedzania tego miejsca z góry, w zasadzie decyzja powstała spontanicznie i w ostatniej chwili, gdyż skusiły nas górujące nad okolicą ruiny bizantyjskiego zamku. Pierwszą atrakcją jest kościół – Monastyr Naszej Pani z 1010 roku, niestety w środku niedostępny. Następnie szlak wiedzie pod gorę w stronę Kastro. Żar i spiekota – konieczna w drodze butelka wody:) Wyjeżdżając z Palio Pyli w stronę Pyli na północ, postanowiliśmy jeszcze zakosztować lokalnych przysmaków w znajdującej się tu górskiej tawernie. Niestety porcje były zadziwiająco małe – plate for 2 miał tylko 1 kawałek saganaki. Poza tym było po łyżeczce od herbaty mocno czosnkowego puree ziemniaczanego, smażone bakłażany, kotlety z mielonej cukinii i fety (robię takie same), grillowana zielona papryczka. Wszystko jednak było dość smaczne, więc mam mieszane uczucia, co powiedzieć na temat tego miejsca. Właściciel tawerny był nostalgicznie patrzącym z tarasu swej restauracji w dal morza marynarzem pozbawionym okrętu. Podróż zakończyliśmy przejażdżką widokową wzdłuż portowej promenady.

We started the travel early morning, arriving at the mountain village called Zia. This solution is worth consideration if you 1) want to avoid heat 2) want to avoid a crowd of tourists who are arriving with first busses at app. 9. Zia reminds me of Polish Krupowki – full of stands and taverns, all authenticity of the village got lost long time ago. But if you leave the village following the path towards the mountains, you may see 2 beautiful churches, first from the beginning of XX century and the second one really old with preserved paintings on the walls. The path initially follows through agricultural area – it is visible were the Kos lamb meat comes from;-) Than you enter really green forest and a mountain covered with thymes and most of all with sage. It is hard to believe that you can see on this height turtles and to be honest, quite big ones. The route to the Dikaios Mountain suddenly wanders left, however we chose a virgin route to the right. The view was really incredible – precipice on one side of the hill and forest and salty lake ALIKI on the other. We could also hear bells of the lambs underneath – a real relax for a stressed Varsovian from the lowland plain;-) From Zia we went to Agios Stefanos close to Kefalos. There are picturesquely located remains of Early - Christian basilica. There is also a very charming small island with white and blue church called Agios Nicolaos. The sea here has a special color! I know that it can be said about many places in Greece but here was something that charmed me, maybe the sound of the water breaking on the stones. Then aw went to one of the most western bigger city – Kefalos, known from many picturesquely located wind – mills, currently not used. From Kefalos we went again towards Agios Nicolaos to stop at the so called Paradise Beach, known also as Bubble Beach, because allegedly one may observe in the water volcanic bubbles. The sea is really incredible here, there are very long pale blue shallows, the water is hot and the views are beautiful. If you turn towards the sea and close your eyes a little bit you may feel as on Tahiti:) A perfect place for those who wish to spend a main part of their holidays on the beach. Finally we went to Palio Pyli. We had not planned initially to visit this place, the decision was spontaneous as we were tempted by the ruins of the byzantine castle. The first monument is the church – Monastery of Our Lady dated 1010, unfortunately closed. Than the pathleads upstairs to the Kastro. Scorching heat – a bottle of water is necessary ;-) Leaving Palio Pyli north, we decided to taste local delights in a mountain taverna. Unfortunately, the portions were surprisingly small – a plate for 2 had only one piece of saganaki cheese! It has also one tea – spoon of garlic potatoes puree, fried aubergine, cutlet from zucchini and feta (I prepare the same), grilled green pepper. Everything was quite tasty so I have mixed feelings what to say about this place. The owner of the tavern was a nostalgic sailor deprived of the boat looking at the sea from the balcony of his restaurant. We finished the journey with a drive along the sea front.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Porwanie Europy/Rape of Europe










































































































22-09-2009

Dziś wypożyczyliśmy na jutrzejsza wycieczkę terenówkę za 35 euro plus benzyna za ponad 20:) Terenówka jest nieco stara i ściąga ją na lewą stronę, ale… Udało nam się zidentyfikować wreszcie, gdzie znajduje się słynna mozaika „Porwanie Europy” – otóż są to tzw. Wykopaliska zachodnie, po prostu za pierwszym razem je przegapiliśmy. Ponadto w niedziele udało nam się też zobaczyć środkową część wykopalisk - w niedziele była niepilnowana, więc oszczędziliśmy po 3 euro per capita:) W tej części wykopalisk pozostały elementy murów miejskich oraz wczesnochrześcijańskiej bazyliki z kilkoma kolumnami. W okolicach Odeonu znajduje się kościół katolicki, msza w sezonie w niedziele o 11 i 18, w dni powszednie o 18. Sam budynek kościoła to niestety nic specjalnego.

Na obiad zjadłam wielki talerz lamb chopsów, dość dobre, słone i mocno ziołowe. W sumie robię w domu podobne, choć ze względu na nasz klimat nieco mniej słone:) Pod wieczór przejechaliśmy się wzdłuż wybrzeża do Tigaki w stronę Marmari, chcąc zobaczyć słone jezioro ALIKI. Dane nam to było jedynie z okna samochodu, gdyż od strony drogi dostępu bronią liczne pola. Teren tu jest mocno rolniczy choć zdarzają się ogromne resorty hotelowe, zupełnie nie w moim stylu. Jest jednak połączenie autobusowe z Kos więc, jak ktoś lubi leżeć plackiem cały dzień nad basenem, a wieczorem wyskoczyć do miasta, nie jest to chyba zła lokalizacja.

Today we leased for tomorrow’s trip an off-road car for EUR 35 plus we bought some petrol for more than EUR 20;) The car is a little bit old and drives all the time left but… We finally managed to indentify where the famous mosaics “Rape of Europe” is located – these are so called Western Archeological Sites, we simply skipped it somehow when we were there for the first time. Additionally on Sunday we managed to see the middle part of the archeological sites – it was not guarded so we saved EUR 3 per capita:) In this part of the site there are remains of walls of the city and early Christian basilica with several columns. Close to the Odeon there is a Catholic Church, the mass is at 11 and 18 on Saturdays, on weekdays at 18. The building itself is nothing special, unfortunately.

I had a big plate of lamb chops for dinner, quite good, salty and with a lot of herbs. I prepare similar at home but due to our climate, a little bit less salty:) In the evening we had a trip along the seashore from Tigaki to Marmari to see the salt lake ALIKI. We managed to see it only from the car’s window as the access is protected by many fields. The area is rather agricultural but there are also some big resorts, totally not in my style. There is however a bus connection with the city so if somebody likes to lie al the day by the pool and going in the evening to the town, it is good localization.

wtorek, 21 lipca 2009

Wulkan/Volcano





















































































































































































































































20 – 06 - 2009
Pobyt na wyspie Nissiros dostarczył nam niesamowitych wrażeń. Dla tych, którzy szukają przede wszystkim praktycznych informacji, napiszę, że popłynęliśmy z portu Kos z firmą Laumzis Travel, udało nam się przy tym wytargować bilet za 20 euro z głowy. Na statku zaopatrzyliśmy się jeszcze w bilet za 5 euro na busa z portu do wulkanu i z powrotem. Była to chyba słuszna decyzja, gdyż w samym Mandraki, wbrew temu co twierdzą przewodniki, nie widzieliśmy ani taksówek ani publicznych autobusów. Z Kos do Nissiros płynie się około półtorej godziny. Morze było dość niespokojne i trochę falowało. Pokład jak zwykle wypełniały rozliczne narodowości w tym trzy około siedemdziesięcioletnie Niemki, które całą drogę wdzięcznie poprawiały swoje kreacje, fryzury, szminki bądź ewentualnie gubiły peruki na wietrze:) Dopływając do Nissiros z prawej strony, widać 2 tajemnicze małe wysepki Strogili i Giali, które chyba zajmuje w znacznej mierze kopalnia pumeksu (?). Mandraki – stolica wyspy Nissiros jest malutka, ale naprawdę jedna z bardziej malowniczych. Domy kontrastowo pomalowane głównie na biało – niebiesko, podesty domów i place wyłożone otoczakami w morskie wzory. Nad miastem króluje Kastro, które postanowiliśmy z braku czasu pominąć oraz przepiękny monastyr Panagia Spilliani, do którego dość trudno trafić. Polecamy w porcie grecki Fast food AEGEAN – za 5,5 euro dostaliśmy po g i g a n t y c z n y m talerzu souvlaki z frytkami, pitą, pomidorami, ogórkami i kopiastą ilością tzatziki. Za to z całego serca wszystkim odradzam kawiarnię Volcano, kawa była tak lurowata, że podobną można tylko wypić w polskim Nes Cafe:) W Grecji taki skandal kawowy zdarzył nam się pierwszy raz. Ale jakoś tak rozpisałam się o Mandraki, a nic jeszcze nie wspomniałam o wulkanie. Do wulkanu jedzie się przez bardzo krętą serpentynę do wnętrza wyspy. W zasadzie całe wnętrze wyspy to kaldera wulkanu. W powietrzu unosi się bardzo mocny zapach siarki. Krater wulkanu jest gigantyczny, w kolorze żółto-szarym. Żółty to siarkowe wykwity. Do wnętrzna schodzi się po białej dość stromej i wyślizganej ścieżce. Największym szokiem dla mnie było nie tyle to, że wulkan nadal jest aktywny, o czym za chwilę wspomnę, ale że właśnie na tej ścieżce Jacek zastukał nogą w drogę i dobiegł nas głuchy odgłos pustego wnętrza. Ludzie tak sobie chodzą po kraterze i nawet nie zdają sobie sprawy, że jak gdzieś stąpną, mogą wpaść prosto do gotującego się wnętrza:) Dół krateru wypełnia dość gorące podłoże z dużą ilością siarki. Są też rozliczne dziury, w których coś się gotuje i syczy a nad ich powierzchnią unoszą się kłęby śmierdzącej siarką pary wodnej, ewentualnie mieszaniny innych gazów. Poza tym płyną strumyki wrzącej wody. Potrafią się stopić plastikowe czy gumowe podeszwy butów. Fantastyczne! Nie mogłam się oprzeć kupieniu kawałka pumeksu za 0,50 bo siarkę znalazłam sama na dnie wulkanuJ Dodam jeszcze, że jak już wyruszyliśmy z wulkanu i znaleźliśmy się w stolicy, nad wulkanem pojawiła się dziwaczna szaro-żółta chmura, co przy tej murowanej pogodzie wydało mi się wyjątkowo symptomatyczne. Świat Nissiros mnie wciągnął, myślę, że mogłabym tutaj spędzić więcej czasu!

Stay at the island of Nissiros gave us a lot of amazing impressions. For those who are looking for mostly practical information, I would like to inform that we took a boat from the Kos port of the company called Laumzis Travel, we managed to bargain our tickets that finally we paid EUR 20 per person. On the bought we acquired also tickets for EUR 5 for a bus from the port to the volcano and return. It was rather a good decision as in the Mandraki (the port and the capital), we have not seen any busses or taxi. From Kos to Nissiros it is about 1,5 hour by boat. The sea was a little bit unquiet and wavy. As always, many nationalities were present on the deck, including 3 German ladies app. 70 years old, who were all the way adjusting their hair, outfits, make – ups or finally loosing their wigs with the wind:) When you get closer to Nissiros there are 2 mysterious islands Strogili and Giali, mostly occupied probably with the pumice stone mines. Mandraki – the capital of the island is small but really one of the most picturesque. The houses are painted with blue and white, the landings and squares covered with those round see stones forming sea patterns. Kastro dominates the city, which we decided to skip this time due to the lack of time and a beautiful monastery Panagia Spilliani, to which it is a little bit hard to get. We recommend in the port a Greek fast food AEGAN – for EUR 5.5 we got a giant plate of souvlaki with French fries, pita, tomato, cucumbers, and plenty of tzatziki. However I cannot recommend at all the cafeteria called Volcano, the coffee was so thin that a similar one can be only found in Polish Nes Café:) In Greece such a coffee scandal occurred first time in my life. But I have written so much about Mandraki and nothing about the volcano. There is a very twisting road to the volcano, to the interior of the island. Indeed almost the whole interior of the island is the volcano. There is a very strong smell of the sulphur in the air. The crater is giant, grey and yellow. The sulphuric efflorescence is yellow. You climb down to the volcano with a quite steep and slippery path. The biggest shock for me was not that the volcano is still active, which I will mention in a while but on that path Jacek knock with his leg and a hollow sound reached us from the inside which means that the volcano is empty inside. People are walking in the crater and do not have an idea that if they step somewhere they may jump straight inside the boiling crater. On the bottom of the crater there is quite hot subsoil with a lot of sulphur. There are also many holes inside which there is something boiling and hissing and over which there is billowing water steam smelling with the sulphur or other gases. There are also some hot springs with boiling water. They can melt plastic or rubber shoes soles. Fantastic! I could not resist and bought myself a piece of pumice for 0.50 while sulphur I found myself on the bottom of the volcano. I would like to add only than when we left volcano and get back to the capital, there was a strange yellow – grey cloud over the volcano which was very symptomatic because the whether was perfect. I got caught with the world of Nissros, I think I could spend here more than a few hours.