poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Spotkanie z UFO/Meeting with UFO











Kolejnym etapem naszej podróży romańskim szlakiem był Żarnów. Podobno gmina jest znana z pojawiających się UFO, przynajmniej tyle można wyczytać w Internecie. Naszym celem jednak nie było namierzanie niezidentyfikowanych obiektów latających lecz wizyta w kościele, o którym pierwsze wzmianki pochodzą z XII wieku. Tylko niewielka część obiektu zachowała swój romański charakter. Reszta została doszczętnie przebudowana/rozbudowana, wnętrze zaś pomalowane w dziwaczne kolorowe wzorki. UFO niestety nie spotkaliśmy…

The next stage of our Romanesque trip was Żarnów. The commune is supposed to be known due to the UFO appearing in the neighborhood, at least you can read about in the Internet. Our goal was however not to trace the unidentified flying objects but to visit the church, about which first notices comes from XII century. Only a small part of the object preserved its Romanesque character. The rest was totally rebuild and developed and the interiors painted with strange colorful patterns. Unfortunately we have not met any UFO…

piątek, 28 sierpnia 2009

Sulejów - cd./Sulejow - continuation






















I dalsze zdjęcia z wyprawy do Sulejowa - tym razem detale architektury. Co sądzicie o wesołej czaszce? Jak na razie najbardziej uroczą widziałam we Fromborku oraz na Patmos:) Przede mną jeszcze sprawozdanie z dzikiego rajdu po górach na Kos.

And more pictures from our trip to Sulejow - this time arichitecture. What do you think about the happy skull? The most amazing ones I have seen so far were in Polish Frombork and on Patmos:) There is still pending report from the wild hike in the Cos mountains.

piątek, 14 sierpnia 2009

Perfekcyjny sierpniowy weekend/Perfect August weekend
















































































































































































































































































































Znów chwilowa przerwa z relacji z Kos, gdyż chcę opisać naszą najnowszą wycieczkę romańskimi śladami po Mazowszu i województwie łódzkim. Jej pierwszy etap to wizyta w Sulejowie, gdzie znajduje się podzamcze, arsenał oraz właśnie romański kościół, jak to w Polsce bywa, przebudowany, zwłaszcza na przełomie XIX i XX wieku, z nieco eklektycznym wnętrzem. Ogólne wrażenia z miejscowości – podobało nam się. W części zamkowej znajduje się hotel, wydający się być dość popularnym miejscem. Obok w lesie dzikie bajorko, zwane Zalewem Sulejowskim – na pewno raj dla ornitologów:) Ze względu na stosunkową bliskość od Warszawy, doskonałe miejsce na pierwszy etap naszej wycieczki.

Again a temporary break in my relation from Cos, because I want to describe our latest trip searching Romanesque remains in Mazovia and in Łodz districts. Its first stage was a visit to Sulejow where a castle, arsenal and a Romanesque church are located, however as it happened in Poland, reconstructed, especially on the turn of XIX and XX century, with a little bit eclectic interiors. The general impression from this town is that we liked it. In the castle there is a hotel, which seems to be a popular place. There is also a wild puddle in the forest nearby called Sulejow Bay – for sure a paradise for ornithologists:) Due to the fact that it is relatively close to Warsaw, it was a perfect first stage of our trip.

środa, 5 sierpnia 2009

W miejscu, gdzie rodziła się Apokalipsa/In place where Apocalypse was born





















































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































25-09-2009

Wycieczka na Patmos, mimo głosów malkontenctwa w grupie, w mojej ocenie warta była odbycia. Wodolot Z Kos na Patmos to wydatek rzędu 37 euro w obie strony, na miejscu trzeba się liczyć jeszcze z kosztami transportu do głównego klasztoru obronnego Św. Jana oraz do Groty Apokalipsy (taksówka odpowiednio 5 oraz 3 euro). Klasztor zachwyca – monastyr zachował przepiękne freski, z których najbardziej zapamiętam sąd ostateczny z wyselekcjonowanymi już świętymi (na niebie nad nimi zawieszone są aureole) oraz na jednym z drzwi wewnątrz samego monastyru historia pobytu Adama i Ewy w raju – oczywiście, bez happy endu. Muzeum przy monastyrze kosztuje 6 euro, ale wydatek wydaje się uzasadniony – manuskrypty jak w Umberto Eco, w tym Księga Pracy (muszę sprawdzić co to jest), szaty i przybory liturgiczne, trochę sztuki starożytnej, a przede wszystkim interesujący krzyż – na górze pelikan karmiący dzieci własną krwią, poniżej Chrystus a na dole okrągła jak dynia wesolutka czaszka prezentująca uzębienie w pełnym uśmiechu. W muzeum znajduje się także XVI wieczna ikona z Krety wyobrażająca właśnie rzeczony sąd ostateczny, który zdobi boczne wejście do monstaryru. Z muzeum w wielkim pośpiechu udaliśmy się do Groty Apokalipsy, gdzie Św. Jan doznał objawienia i spisał Apokalipsę. Budynek jest dość nowoczesny, w miejscu gdzie św. Jan miał trzymać głowę znajduje się przeszklone i ogrodzone wgłębienie. Niestety nastrój chwili popsuł mi dzwoniący greckiej wycieczce telefon komórkowy. Cale zwiedzanie odbyliśmy niestety w dość szybkim tempie, jako że od 13.30 zaczynała się przerwa, która trwać miała w obu obiektach bodajże do 18. Stolica wyspy Chora znajduje się wokół obronnego kościoła, my jednak udaliśmy się do portu – Scala poniżej. Na zwiedzanie portu wystarczy w mojej ocenie około półtorej godziny – dla przejścia się po sklepikach i ew. zjedzenia czegoś w tutejszej tawernie. My skorzystaliśmy z przybytku na nabrzeżu o nazwie Mermaid. Podali doskonałą smażoną cukinię i grillowaną kałamarnicę. Jak dla mnie było ok, choć nie najtaniej, aczkolwiek mam wrażenie, że w tym roku na Dodekanezie nastąpiła zmowa cenowa restauratorów:) Jacek dostał lamb chopsa, ale narzekał, że bardziej mu to smakowało na kozinę:) Na koniec udaliśmy się jeszcze na niewielką górkę, porośniętą eukaliptusami, by podziwiać nietypowo pomalowany na morski kolor dach kościołka. Tam zastał nas trwający ok. 3 minuty ciepły deszczyk. Widok jednak był malowniczy, pomimo bowiem, iż Patmos jest wyspą Dodekanezu, miasteczko wygląda na typowe Cyklady. Według mnie warto poświęcić dzień urlopu i parę ładnych euro, by tam dotrzeć, bowiem pomimo nie doznania przeżyć o charakterze mistycznym, artyzm malowideł ściennych w monastyrze dostarcza KONESEROM niezapomnianych wrażeń :)

The journey to Patmos, despite some malcontent’s voices, was worth makingJ The hydrofoil from Kos to Patmos costs EUR 37 both ways and when you are already at Pamos, you should take into consideration the costs of transportation to the defensive monastery of Saint John and the Cave of Apocalypse (the taxi is EUR 5 and 3 respectively). The monastery is amazing, it has preserved beautiful frescos, among which I will remember most of all the Last Judgment with selected saints (there are aureoles handing over them on the sky) and on one of the doors inside the monastery the history of Adam and Eve’s stay in the paradise- of course without the happy-ending. The museum close in the monastery costs EUR 6 but this expenditure seems to be justified – manuscripts like in Umberto Eco, including Labour Book (I must check what it is), liturgical garments and equipments, a little bit of ancient art and most of all an interesting cross – on the top there is a pelican feeding its children with their own blood, underneath Christ and on the bottom a gaily skull round like a pumpkin, presenting its teeth in a smile. In the museum there is also a XVI century icon from Crete showing the said Last Judgment, which is also at the doors of the monastery. From the museum we went in a hurry to the Apocalypse Cave, where saint John experienced its revelation and wrote the Apocalypse. The building is rather modern, the place where saint John was supposed to keep his head there is glassed hollow. Unfortunately the atmosphere was spoiled with a ringing telephone of one of the members of the Greek excursion. The whole tour was unfortunately rather quick as at 1.30 there is a siesta which was supposed to take place until 18 in both objects. The capital of the island Chora is located around the monastery, we went however to the lower part – Scala. It is enough one and a half hour to visit the port – to see the shops and optionally to eat something in a local tavern. We went to the tavern called Mermaid. They served a very good fried zucchini and grilled squid. For me the food was OK but it was not cheap, I have an impression that this year there was a price collusion of the restaurateurs on Dodecanese Islands:) Jacek got lamb chops but he complained that it rather had a taste of goat:) At the end we walked on a small mountain overgrown with eucalyptus, to admire untypically painted roof of a church having a color of see. There we were met with a sudden warm rain lasting app. 3 minutes. The view from the hill was very picturesque because despite of the fact that Patmos is the island of the Dodecanese, the town looks like typical Cycladic one. In my opinion it is worth to devote one day of the holidays and some Euro to get there, despite of the lack of spiritual experience, the artistry of the wall paintings in the monastery gives the connoisseurs unforgettable experience:)