wtorek, 23 lutego 2010

Pierwsze tchnienie wiosny/First breath of spring

Pierwszy raz od kilku miesięcy zaświeciło słońce, śnieg zaczął topnieć, a w powietrzu czuć było wiosnę. Zdecydowaliśmy się pójść na spacer wzdłuż Wisły od Mostu Gdańskiego do Mostu Poniatowskiego. Słońce świeciło nam w twarz, powiewał lekki wiaterek, a śnieg dosłownie topił się pod butami. Mijali nas spacerowicze, biegacze, wędkarze i łabędzie (że też żyją w takiej wodzie!). Było całkiem, całkiem przyjemnie i czuliśmy się jak turyści we własnym mieście. Szkoda, że trasa była w sumie krótka. Na sam koniec byliśmy świadkiem interwencji policyjnej – 2 wędkarzy pobiło się o dostęp do przerębla. Żeby dalej cieszyć się słońcem, tym razem w potrawach, wybraliśmy się do bułgarskiej restauracji Nesebar. Zauważyłam ją poprzedniego dnia z okna tramwaju i zapłonęłam żądzą odwiedzenia tego przybytku, skądinąd chyba w miarę uzasadnioną. W niedzielne południe wszystkie stoliki zajęte, skierowano nas do podziemia do sali dla palących, na szczęście nikt nie palił. Obsługa sprawna, kelnerzy uwijali się szybko i byli sympatyczni. Zaczęło się od braku-nie było flaków gotowanych w mlecznym sosie. Poprzestaliśmy więc na sałatkach - ja zamówiłam szopską, Jacek serową z dużą (a nawet chyba za dużą) ilością czosnku. Moja była bardzo ożywcza, choć z wakacji w Bułgarii w dzieciństwie pamiętałam, że więcej było w takiej sałatce pomidorów, tu była jakby bardziej grecka, z jedną oliwką i z tartym serem. Na drugie wzięliśmy talerz dla dwojga z podrobami, pomidorami i z serem, w którym dominowała, nawet smaczna, wątróbka. Wszystko było jednak jak dla mnie za zimne. Ogólna ocena pozytywna, ale zamiast jakieś zmiksowanych na płaczliwie hitów wolałabym nawet posłuchać bułgarskiego disco. Słowem – można pójść, ale czy wrócić, jeszcze nie wiem.


First time since many months the sun shined, the snow begun to melt and you could feel spring in the air. We decided to take a walk along Vistula river from the Gdansk Bridge to the Poniatowski Bridge. The sun shined in our faces, there was a light wind and the snow melted under our shoes. We passed by other strollers, people that were jogging along the river, anglers and swans. It was really pleasant and we felt like tourists in our city. It is a pity that the walk was rather short. At the end we were witness of a Police intervention - 2 anglers fought for access to the air-hole in the ice on the river. Than we decided to visit a Bulgarian restaurant – Nesebar. I noticed it on the other day from the tram and I desperately wanted to visit this place. On the Sunday afternoon all the tables were occupied so we were directed to the underground. The service was very efficient, the waitress were quick enough and were nice. It started with a lack of tripe. So we decided to begin with salads – I chose “szopska” salad and Jacek cheese salad with a lot (I would even say too much) garlic. Mine was very fresh although I remember from my holidays in the childhood that it should have more tomatoes than this one had. This one resembled a Greek salad with one olive on the top and grated cheese. For the second plate we took a plate for two – with many different trimmings among which liver was dominant. It had also tomatoes and cheese. Everything was a little bit too cold for me. The general opinion was positive but I would rather hear some Bulgarian music, even disco, instead of some mixed hits. I don’t regret going there but on the other hand I am not yet sure whether I would like to return there.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Niesztampowa ceramika/Not ordinary pottery

Brak czasu na pisanie-ostatnia wizyta w Muzeum Benakisa.
No time for writting today-last visit in Benakis Museum

czwartek, 18 lutego 2010

Różne epoki, różne style/Differnet epoches, different styles


Przedostatni chyba raz wracam do Muzeum Benakisa w Atenach. Kiedyś już pisałam, że to kolekcja mało wybiórcza, ze zbiorami od Annasza do Kajfasza, ale definitywnie warta zobaczenia. Jako przykład różnorodności tych zbiorów kilka zdjęć udostępnionych obrazów. Mnie zawsze najbardziej fascynują obrazy przedstawiające scenki z nieba i piekła, zwłaszcza, jak jest masa detali:)




I am returning to the Benakis Museum in Athens. As I have written before, this is rather not a selective collection but definitely worth seeing. As an example of a diversity of this collection, I am posting photos of some of the pictures available in the museum. I am always fascinated with pictures showing heaven and hell, especially when they have a lot of details:)

środa, 17 lutego 2010

Kolejny weekend w śniegu/Another weekend in snow

Ten weekend minął kolejny raz pod znakiem śnieżycy i zawieruchy. Ledwie udało nam się wyskoczyć do teatru Polonia na Grube ryby, nawet dość śmieszną komedyjkę, ale bez większych fajerwerków. Zaś 2 tygodnie temu w niedzielne przedpołudnie przyszło nam zawitać w Iłży. Wiedziona jeszcze wspomnieniami z pobytu w Pędzącym Króliku na babskim wieczorku, który pozwolił mi spotkać się w starym dobrym gronie, a przy okazji spróbować dobrą, choć może nieco przereklamowaną tartę cytrynową z bezami, o której naczytałam się w Internecie, że to absolutny must have tego miejsca (koniecznie muszę coś podobnego wypróbować w domu, ale nie będę się rozpisywać, bo Jacek twierdzi, że pisanie o jedzeniu jest nudne), wsiadłam w nasz czołg pędzący trasą radomską. Do niedawna nie miałam większego pojęcia o istnieniu tej miejscowości, a jej lokalizacja bardziej mi pasowała do okolic Warmii i Mazur. Oddalona ponad 20 km od Radomia jest dość dużą wioską a może raczej miasteczkiem, pozbawionym, pewnie zwłaszcza zimą, większych uroków. Na szczęście jednak historia obdarzyła miasto swoją łaską i na wzgórku królującym nad miejscowością znajdują się pozostałości po okazałym zamku biskupim. Najlepiej zachowana jest wieża, do której pewnie można i trzeba wejść do środka, gdyż jest tam muzeum, ale na pewno nie zimą, gdyż pojęcie odśnieżania schodów jest równie atrakcyjne jak silnia matematyczna… W takiej wieży MUSI straszyć, aż poszukam czegoś na ten temat. Radom to mało atrakcyjna miejscowość. Dwa kościoły, w tym farny św. Jana, świeżo i chyba nienajtrafniej odrestaurowany oraz bernardynów z ołtarzem pochodzącym ze szkoły Witta Stwosza. Miasto wymaga ogromnych nakładów, odrestaurowania i jakiegoś tchnięcia życia, gdyż niedzielny lutowy poranek wydał nam się wyjątkowo smutny…Choć ten piękny śnieg prószący na Chrystusa boleściwego…

This weekend was also terrible snowy and we hardly managed to go to the Polonia Theater for Big fish – quite funny comedy of a Polish writer. 2 weeks ago we went to Ilza. I went there after a visit in the Running Rabbit – a café very popular right now in Warsaw due to a political scandal that took place there, to which I dropped to see girls - friends from old good times and check out they lemon tarta which was supposed to be a must have of this place according to Internet recommendations (I need to try to make a similar one myself but I am not going to write more about it as Jacek says that writing about eating is boring). Until now I had even no idea that such a place as Iłża exists and where it is located. It is approximately 20 kilometers from Radom. It is a big cottage or maybe rather a town, deprived, at least during winter, of bigger charms. Thanks God, the history bestowed the town with its grace and on the hill there are remains of a huge bishop’s castle. The best preserved is a tower to which you may and you probably should drop in but surely not during winter as the conception of clearing snow from the staircase is as well abstraction as mathematic. In such a tower there surely should be ghost – I must search for that in the Internet. Radom is rather not very attractive. There are two big churches, including the Saint John’s which is currently renovated in my opinion in not a most successful manner and Bernadine’s with an altar coming from Witt Stwosz school. The city requires big investments, renovation and a fresh breath of life as the Sunday’s morning appeared there to be very sad…. Despite the beautiful snow snowing on the Jesus’ figurine.




































































































środa, 10 lutego 2010

Nie można mieć wszystkiego, ale.../You cannot have everthing but...
























































Muzeum Benakisa w Atenach to także piękna kolekcja starożytnej biżuterii. Takie arcydzieła w ogóle się nie starzeją, czego nie można chyba powiedzieć o tym, co teraz nosimy.

The Benakis Museum in Athens has also a beautiful collection of ancient jewellery. Such masterpieces never get old, which we cannot rather say about what we are wearing nowadays.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Piękno jest na zawsze/Beauty is forever















































































































































































































































































29 -09 - 2009
Wracam znów do podróży po Atenach. Dziś znów porcja sztuki – Muzeum Benakisa. W soboty wstęp darmowy, a warto tam na pewno zawitać. Muzeum to znajduje się w bliskiej odległości od Placu Syntagma, tak więc przy okazji można zobaczyć zmianę warty, albo przy okazji zmiany warty można zobaczyć muzeum – zależnie od priorytetów. Jak już wspominałam, trzeba tylko uważać na stada gołębi grasujących na placu, gdyż są tak rozwydrzone, że siadają przy chwili nieuwagi na głowie, a nie każdy lubi takie przygody. Muzeum Benakisa to takie mydło – powidło, ale warte obejrzenia. Fundator muzeum był lokalnym krezusem, który dorobił się na handlu materiałami, a co zarobił, inwestował w sztukę i podarował państwu, aby wszyscy mogli ją podziwiać wszyscy. Sama kolekcja to kilka pięter, począwszy od kilku figur cykladzkich, przez ikony, aż do sztuki nowoczesnej. Najciekawsze ikony są autorstwa El Greco, co jest chyba wystarczającą rekomendacja, by obejrzeć to muzeum.

I am coming back again to the trip to Athens. Today once again a portion of art – Benakis Museum. On Saturdays entrance is free and it is surely worth seeing. The Museum is located close to the Syntagma Square so taking the opportunity you may also see the change of the guard. You should only watch out for doves, as I mentioned before, because they keep on sitting on people’s heads on the square and not everyone likes such adventures. The Benakis Museum is a big collection containing very different objects but worth seeing. The founder of the museum was a local man of great wealth who got rich on sale of clothes and what he earned he invested in art and donated it to the government so everyone can see it. The collection itself has a few a few floors, beginning from some Cycladic figurines, collection of icons to modern art. The most interesting icons are the works of El Greco, which is probably a sufficient recommendation to see this museum.