poniedziałek, 31 maja 2010

Ptasi raj/Birds' Paradise

Poziom wody opada/the level of water is falling
Podwodna roślinność/Underwater plants"nasza" wydra/'our' otter
Droga sie urywa/The end of the road

Czy pamiętacie wyprawę do rezerwatu ornitologicznego Wikliny Wiślane? http://daleka-droga.blogspot.com/2010/05/nadciaga-burzastorm-is-coming.html  Teraz wygląda to trochę inaczej, został jedynie wysoki wał przeciwpowodziowy, reszta jest pod wodą. Nadal jednak zakątek jest malowniczy – naprawdę takiej różnorodności ptasich śpiewów ze świecą szukać. Udało nam się też zaobserwować wydrę. Nie była nami specjalnie przejęta;-)


Do you remember our trip to a wildlife reserve close to Warsaw called Vistula’s Wickers? http://daleka-droga.blogspot.com/2010/05/nadciaga-burzastorm-is-coming.html  Nowadays it looks a little bit different, only a high dyke remained, all the rest is drowned. Still it is a very picturesque corner – such a diversity of bird’s singing can be hardy found. We also managed to observe an otter. She/he wasn’t very scared about us;-)

czwartek, 27 maja 2010

Jest zielono/It's green all around me;-)


Zastanawiałam się jakie są plusy tegorocznej pogody i jedyne co przychodzi mi do głowy, to wybujała wegetacja, piękna, niewypalona słońcem zieleń. Wszystkie zdjęcia pochodzą z Modlina i okolic.


I was wondering whether there are any pluses of this year weather in Poland (heavy rains that caused flooding, cold and most of the time cloudy), and only one thing comes to my mind – an exuberant vegetation, beautiful, not scorched plants. All pictures were taken in Modlin and its neighborhood.

wtorek, 25 maja 2010

Wysoka fala w Warszawie/High wave in Warsaw

Ostatnia sobota/Last Saturday

Dla porównania - późna zima tego roku/And this late winter this year-shows the level of water

Obyśmy wkrótce mieli powódź za sobą.../I am hoping that the flood will be over soon

poniedziałek, 24 maja 2010

Wizyta w Modlinie-cz. I/Visit in Modlin - part I



Urzekły mnie te drzwi/I really liked those doors

Modlin – warowna twierdza, którą nakazał zbudować pod Warszawą Napoleon. Budowa zajęła parę ładnych lat – 1806 -1812. Nie trafiłam do niej wcześniej, bo tkwiłam w błędnym wyobrażeniu, że nie ma tam nic ciekawego. Obiekt jest ogromny, przy jednorazowej wycieczce można obejrzeć go tylko pobieżnie, tym bardziej, że jest on mocno rozproszony, szereg budynków jest usytuowana w takich miejscach, że w zasadzie można na nie trafić przypadkiem lub mając mapę. Zawdzięczamy więc Francuzom ciekawą atrakcję turystyczną, później mocno przebudowaną i zmodernizowaną następnie przez Rosjan w czasie kolejnego zaboru. W 1939 broniła się bardzo długo, skapitulowała dopiero jeden dzień po poddaniu się Warszawy. Zapraszam więc na pierwszą część naszej wycieczki po tym obiekcie. Będzie tego więcej, bo nasza pierwsza, w zasadzie przypadkowa wyprawa, rozbudziła tylko nasz apetyt na więcej.


Modlin – a fortress, which was built close to Warsaw upon an order of Napoleon. I have not been there before as I was wrongly convinced that there is nothing interesting to see. The construction works took several years – 1806 – 1812. The object is huge, when you visit it only once you can see it only cursorily, especially as many of the buildings are located in such places that you can come cross them only accidentally or having a map. We owe the French an interesting tourist attraction, later on rebuilt and modernized by Russians during annexations. In 1939 the fortress was defending itself for a long time and surrendered one day after Warsaw. I would like to invite you for the first part of our visit in this object. Soon more pictures, as the first visit excited only our appetite for more.

piątek, 21 maja 2010

Najlepsza grecka taverna/The best Greek tavern


talerz z przystawkami, mój favoryt/plate with appetizers - my favourite
pyszne ale nie doprawione/delicious but not seasoned
O matko, jakie to było pyszne;-)/OMG, it was so delicious:

Jeśli loty paraliżuje dymiący wulkan, jeśli maj w Polsce wygląda jak marzec, jeśli nie ma szans na wakacje w Grecji, a przez Wisłę przechodzi wysoka fala, trzeba szukać alternatywnych rozwiązań, wnoszących odrobinę hedinistycznej uciechy w ponure życie, chociaż może to i niewłaściwe. I udało nam się w pewnym sensie je znaleźć. Na kolację imieninową poszliśmy do nowo otwartej restauracji El Greco przy ul. Grzybowskiej w Warszawie. I niestety, a może na szczęście, jedzenie w niej okazało się lepsze niż w niejednej greckiej tawernie (a lubię przecież greckie tawerny). Niebo w gębie! Talerz z przystawkami duży, w zasadzie wystarczyłby na zaspokojenie głodu. Jako główne danie mussaka oraz bakłażan z jagnięciną, a że przez przypadek podano nam inne danie, zanim się zorientowałam, spróbowałam też polędwiczek wieprzowych. Jedyny mały minus – trochę za mało soli. Ale dla innych pewnie to plus. Na deser czysta przyjemność – wspaniała baklawa, z lodem waniliowym i dużą ilością cynamonu. Reasumując, warto było i na pewno chcę już powtórki! I znów nabrałam chęci na kuchnię śródziemnomorską. Wczoraj zrobiliśmy faszerowanego mięsem bakłażana, w planach pogłębienie tematu:)


Whereas the flights are paralyzed by a smoking volcano, whereas May in Poland looks like March, high wave is going on Vistula river and there is no chance for holidays in Greece, you need to look for alternative solutions, even if they are a little bit hedonistic and improper. And we found it somehow. For the name day supper we went to the newly opened restaurant called El Greco in Warsaw. And unfortunately, and maybe fortunately, food in this place appeared to be much better than in many Greek taverns (as much as I love Greek taverns). Pure pleasure! The plate with appetizers great, as a master of fact sufficient for one person. As a main course we took mussaka and aubergine stuffed with lamb meat and as by mistake they served us a different dish, before I noticed that, I tried also sirloin. A small minus – a little bit not salty but for some people it may be an advantage. For a dessert a pure pleasure – a gorgeous baklava with vanilla ice creams and a lot of cinnamon. Summarizing, it think it was worth visiting and I already want to repeat it! And again I feel like for Mediterranean cooking. Yesterday we prepared stuffed aubergine and we plan to keep on trying! :)

Przy okazji - jakiś czas temu zostałam zaproszona przez Ajka do zabawy wspominkowej, pt. opisz 10 zdjęcie na swoim blogu. Dopiero teraz sie za to zabrałam, ale lepiej późno niż wcale. Oto zdjęcie ze spływu Dunajcem. Góral opowiadał pewnie setny raz te same dowcipy i chętnie robił zdjęcia z turystkami.

Taking the chance - I was invitated by Ajka to a quiz - describe the 10th picture on your blog. I am doing this now but better late than never. It was done on rafting on the Dunajec river. The highlander kept on saying the same old jokes and allowed to take pictures with female tourits.

wtorek, 18 maja 2010

Imieniny i urodziny/Name day and birthday;-)


Dziś są moje imieniny, z czego bardzo się cieszę, bo w maju są najpiękniejsze kwiaty;-) Przy okazji mój blog ma już ponad rok, więc chciałabym podziękować wszystkim tym, którzy tu zaglądają, zostawiają wpisy, obserwują itd. Nie spodziewałam się, że będzie to dla mnie takie wciągające.

It is my name –day about which I am very happy as May has the most beautiful flowers! Taking the opportunity I would like to mention that my blog is one – year old so I would like to say thank you to everybody who is visiting me, leasing comments, observing etc. I did not expect that it will be so gripping for me.

Cannelloni- lepiej wyglądają niż smakują/Cannelloni, they look better than they taste

zupa cytrynowa-ambrozja/lemon soup - super!

A dziś kilka słów o naszej wizycie w restauracji, którą wielokrotnie mijałam, a nigdy w niej nie gościłam. Włoska knajpa Ti amo jest stara jak świat! Zlokalizowana na Świętokrzyskiej funkcjonuje bodajże od pierwszych chwil kapitalizmu... I tym razem wcale się do niej nie wybierałam, gdyż mieliśmy odwiedzić El Greco, grecka tawerna jednak nie była jeszcze otwarta. Szukaliśmy zatem czegoś w pobliżu i tak trafiliśmy właśnie do Ti Amo. Wystrój jest dość zniechęcający, widać, że oprócz dokładania kolejnych gadżetów, nic się tu od wielu lat nie zmieniło. Jedzenie jest jednak dość dobre, obsługa sympatyczna, a dania wjeżdżają na stół bez dłuższego czekania, a nie smakują, jakby były odgrzewane w mikrofali. Zaczęliśmy od zup – ja cytrynową na kurczaku, bardzo przyzwoitą, talerz duży, a Jacek toskańską zupę pomidorową. Potem canelloni al forno ze szpinakiem i, podobno, z ricottą, której jednak w ogóle nie zauważyłam. Sos okropny – jakiś majonez wymieszany z keczupem. Jacek pizza Ti Amo – bardzo przyzwoita, choć ostra jak diabli. Do tego wszystkiego domowe wino i tu duży duży plus – bardzo dobre, w ogóle pozbawione kwaskowatości. Skusiliśmy się jeszcze na deser – lody zapiekane w cieście, też dobre, choć pani zabrała mi talerz tak szybko, że nie zdążyłam się wsmakować. Niestety ceny śródmiejskie – za wszystko ponad 180 złotych… czy wrócimy do Ti Amo – na razie nie wiem, może znów kiedyś, przy okazji… W każdym razie zapragnęłam odświeżyć moją znajomość kuchni włoskiej.


And today a few words about a restaurant that I was passing by so many times but never have been there. Italian restaurant Ti Amo is as old as world! It is located on Swietokrzyska Street in Warsaw (downtown) and it is working probably right from the beginning of capitalism in Poland. Surprisingly, I have never been there. This time we also wanted to visit El Greco, Greek restaurant, but as it was still not opened, we decided to go for Italian cooking. The interiors are not very encouraging, it is visible that apart from adding more and more brick-bracks, nothing has changed here since many years. The food is quite good, the service is nice and you do not have to wait long. We started from soups, I took lemon one, tasteful, the plate was big, and Jacek took tomato soup a la Toscana. Then I took cannelloni al forno with spinach and ricotta but I could not notice any cheese inside. The souse was terrible – mayonnaise mixed with ketchup. Jacek had pizza Ti amo, very chilly but good. We drank home wine – and here a big plus – it was really tasteful, totally not sour as it happens very often. We gave in for ice creams baked in cake, also very good but the waiter took my plate so quickly that I have not managed to feel their taste. The prices are typical for downtown – I do not know whether it would be high for you but in total we paid app. PLN 180, which is EUR 45… we do not know yet whether we will come back to Ti amo or not, maybe someday, taking the opportunity… Anyway I have decided to refresh my knowledge about Italian cooking.