sobota, 4 marca 2017

Najlepsze w lutym 2017(kobiecy kącik)/The best in February 2017 (women's corner)


W grudniu i w styczniu nie pojawił się post o moich inspiracjach z dwóch przyczyn - jednej przyjemnej - święta, różne okazje, moje urodziny, itd. Drugi niestety nieprzyjemny - nieprzerwane pasmo przeziębień dzieci. Ale w lutym się zebrałam i postanowiłam przedstawić swoich "ulubieńców". Zaczynamy od książki o Grecji:)

"Grecja po mojemu"
Marcin Pietrzyk

Choć na Grecji wciąż jeszcze zębów nie zjadłam, znacie moje upodobanie do obowiązkowych letnich wakacji w tym kierunku, których jednak nie było dane mi zaznać w zeszłym roku. Mam jednak wielkie nadzieję, że nadrobię to w nadchodzące lato:) Czytam więc wszystko, co mi wpadnie w ręce w tej tematyce. Miło jest wiedzieć, że są osoby równie lub bardziej zakręcone na tym punkcie. Pan Pietrzyk jest licencjonowanym przewodnikiem po Grecji, pisze ciekawie i z pasją, niekiedy nawet z egzaltacją niespotykaną u mężczyzn:) Dowiedziałam się wiele ciekawego, choć miejscami nieco po łebkach. Dla kogo zatem jest ta książka? Na pewno jeśli spędziliście udane wakacje w Grecji i chcecie jeszcze - to lektura warta rzucenia okiem. Jeśli czegoś nie podzielam w zachwytach autora, to zamiłowanie do Wysp Jońskich, ale to zupełnie inna historia...

In December and in January I did not manage to post about my favorites - there were 2 reasons of this - one pleasent - Holidays and different social occations, and the second one not so nice - my kids were ill practically all the time. But in February I managed to collect pictures and prepare this post. I hope you will enjoy it.
We are begining with a book about Greece:) I am afraid both books are in Polish only so it does not make sense to go into details like in Polish reviews. Just my few general impressions.

'Greece my way'
Marcin Pietrzyk

You know how I like Greece and miss my Greece holidays. Last year it was not possible as Arthur was newly born. This year I am keeping my fingers crossed. Hopefully it will happen.



"Pistacja w krainie smoków. Chiny inaczej"
Małgorzata Błońska, Adrian Chimiak

Dopiero na koniec książki, dowiedziałam się, że ma ona współautora. Narratorem bowiem jest pani, która spędziła znaczną część swojego młodego w sumie żywota w Chinach jako tłumacz. Nie wiem dlaczego, bo nigdy nie byłam i zapewne nie będę, bardzo lubię czytać o tym jak w Chinach jest. Ta książka to kopalnia ciekawostek, począwszy od spluwania przez Chińczyków nawet w miejskich basenach, przez smog, przedziwne i niejadalne niekiedy dla Europejczyka potrawy, kucane toalety, skończywszy na zalotach i randkach po chińsku (w zasadzie zawsze z zamiarem zawarcia małżeństwa). Mnie ta książka bardzo się spodobała i jeśli wpadnie Wam kiedyś w ręce, to gorąco rekomenduję.

'Pistachio in the Country of Dragons. China in a different way'
Małgorzata Błońska, Adrian Chimiak
I have never been to China and probably I will never be but I love reading about this country, especially books which are, like this one, full of interesting, unusual facts which are totally different from the lifestyle of an average European (like spliting into swiming pools).


Koreańskie jedzenie w Miss Kimchi - też w pełni godne rekomendacji. Więcej w poście tu.
Korean food in Miss Kimchi Bar - worth recomendation. You can read more here.


W domowych wypiekach królowała babka cytrynowa. Prosty przepis na nią tu.
In the cathegory home baking this lemon bundt cake won. A simple recipe here.


Na koniec kosmetyki. 2 bardzo tanie, jeden średnio.
Zaczynamy od tanich - balsam do ust Bell (cena poniżej 7 zł). Fajnie natłuszcza, a przy tym nie zbiera się w kącikach ust, co w przypadku wielu takich kosmetyków jest ogromną wadą. No i nie wysusza, co też dla wielu balsamów jest swoistym paradoksem (np. Nivea).
Następnie czarny lakier Wibo - zawsze coś tej firmy musi być, powinni mnie dosłownie sponsorować:) Kupiłam go za mniej niż 10 zł... gdyż potrzebowałam zamalować zdartą skórę na obcasie włoskich butów, które lata temu kupiłam w Wenecji. Polski szewc odmówił naprawy, gdyż nie mamy takich materiałów:) Lakier na bucie trzyma się rewelacyjnie i nic nie widać, ale przecież nie o tym. Nigdy wcześniej nie malowałam paznokci na czarno, ale jak się kupiło, to trzeba wykorzystać:) Na stopach trzyma się świetnie, do 2 tygodni. Na rękach, póki co, się nie skusiłam, to jednak nie moja bajka.
Wreszcie krem Nuxe Creme Prodigieuse nuit.Tu można poczuć różnicę między tanim kremem, a kremem droższym. Ma aksamitną, bogatą konsystencję i czuje się dosłownie, że odżywia skórę. Przynajmniej na początku dla mnie to był efekt wow, potem zdążyłam się przyzwyczaić. Moim zdaniem ideał dla osób 30+, oczywiście, jeśli nie ma się większych problemów ze skórą.
At the end 2 cosmetics - 2 very cheap and one more expensive.
Let's start from very cheap - Bell lip balm (less than 2 Euro). It's realy of a good quality. It greases your lips, stays where it should stay and does not make your lips dry like many lip balms do paradoxically (like in my case Nivea balms do),
Black Wibo nail polish. Again Wibo, they should sponsor me. I bough it...to repair my Italian shoes, bought some time ago in Venice. Polish shoe repairer refused the repair claiming he does not have such materials:) So I painted the heel with this nail polish and it is not visible and stays! But of course it was not made for this purpose. I am not so brave to wear black on my hands but on feet, why not. It stays about 2 weeks, I cannot say anything bad about it.
Finally Nuxe Nuxe Creme Prodigieuse nuit. You can feel the difference between cheap cream and a more expensive one. It literally noutrishes your skin, especially at the beginning it was like 'wow' effect. Than I got used to. But still it is a good choice for skin 30+ as long as you do not have serious skin problems.

A co Wam wpadło ostatnimi czasy szczególnie w oko?
And what cauthgt your attention lately?