poniedziałek, 14 grudnia 2009

Sztuka i sztuka/Art and art


























































































































































































































































25-09-09
Muzeum Frissarisa w Atenach znajduje się nieopodal traktu handlowego, obok ulicy Królowej Amalii. Frissaris był prawnikiem – fundatorem, admiratorem sztuki współczesnej, co odzwierciedla kolekcja. Pierwsze piętro to portrety matki artysty aktualnie wystawiającego się w galerii. Mnie jednak najbardziej spodobała się kolekcja z górnego piętra – wielkie malowidła przedstawiające tłum kolorowych postaci oraz sfora psów pożerających człowieka – artysta chyba zainspirował się psami grasującymi w teatrze Dory Statou, o których pisałam jakiś czas temu:) Wieczorem zawitałyśmy do knajpy dziadka – Peristerii w bocznej uliczce w okolicach katedry – miejsce zatrzymane w czasie, bez jakichkolwiek przejawów komercji turystycznej, jedzenie dnia w metalowych rynienkach, okolica obskurna, ale pójść należy. Skonsumowałam wybitną mussakę i briam z warzyw – cukinia, ziemniaki i bakłażan (jak sobie teraz pomyślę, to chyba był ostatni bakłażan w tym roku, gdyż, co prawda, mamy jeszcze miesiąc szansy, ale w grudniu w PL bakłażan nie jest warzywem typowym, zwłaszcza w kontekście potraw świątecznych).

The Museum of Frissaris in Athens is located close to the street market and the Street of the Queen Amalia. Frissaris was a lawyer – founder of the object and lover of modern art, what is visible when you visit the collection. On the first floor you can admire some portraits of the mother of the artist. I preferred however the second floor – huge paintings showing crowd of colorful persons and pack of dogs or wolfs devouring – I think that the artist must have been inspired by the dogs looting in the Dora Statou Theater – I wrote about it some time ago:) In the evening we visited the taverna of an old guy, which I knew from the previous visit in Athens – Peristeria which is located in one of side streets in the neighborhood of the cathedra – the place looks like it must have looked in the old times without any commercial symptoms, menu of the day kept in metal bowls, the neighborhood a little bit dingy but it is for me a place one should definitely see in Athens. We had an outstanding mussaka and briam made of vegetables – zucchini, potatoes and eggplant (when I think about it now, probably it was the last eggplant this year because although we still have one month of 2009, it is hard to say that eggplants are popular vegetables in Poland, especially when you take into consideration the Season’s food).

środa, 2 grudnia 2009

Dzień babskiej próżności/The famale day of vanity





























Dziś pochwalę się tylko swoimi ateńskimi zakupami, bo nie chce mi się pisać nic mądrego o poranku – szara kopertówka – zdecydowany faworyt, sprowadzona specjalnie dla mnie, gdyż pierwszego dnia się nie zdecydowałam, a drugiego sprzątnął mi ją ktoś sprzed nosa:) Na szczęście przywieziono mi drugi egzemplarz spod Aten:) Naszyjnik z oliwnych liści – autorstwa mojej siostry. Granatowa torebka ze szkła i drewna – z myślą o teatrze oraz korale (podobno z masy wulkanicznej) w moich ulubionych kolorach. Na zdjęciach ulica handlowa.

Today I am going only to show off my Athens purchases because I don’t feel like writing something clever early in the morning – the grey bag – definitely my favorite, brought to the shop especially for me because the first day I saw it I had not made a decision and on the next day it was already sold:) The necklace in the form of olive leaves – composed by my sister. The navy blue bag made of glass and wood – bought for visits in theaters and beads (supposed to be made of volcanic rock) in my favorite colors. On the pictures there is the street market.

środa, 25 listopada 2009

Świątynie duszy i ciała/Temples of soul and body
















































































































































































































































































































































































































































































25.09.09
Po poranku spędzonym w muzeach udałyśmy się na Stadion Olimpijski Kallimarmaro. Szczęście nam dopisywało, bo i pogoda zaczęła bardziej sprzyjać spacerom po mieście. Stadion położony jest na miejscu dawnego stadionu olimpijskiego, niestety jest zamknięty dla zwiedzających, ale można jego rozmiar podziwiać przez ogrodzenie. Pod bramą stadionu grasują dość namolni handlarze map miasta, po prostu aż ciężko się opędzić, albo my miałyśmy pecha. Idąc ulicą, przy której znajduje się stadion, dochodzi się do poprzecznej prowadzącej do Pierwszego Cmentarza Ateńskiego – wydał nam się wyjątkowo pogodnym miejscem ostatniego spoczynku. Jednak nas, narody słowiańskie, przytłacza klimat, który powoduje, że nawet po śmierci leżymy na ciemnym, podmokłym i smutnym cmentarzu. Cmentarz ateński jest biały, dość ruchliwy (OK – akurat tak jest i u nas) i raczej nie można o nim powiedzieć, żeby był miejscem szczególnie melancholijnym. Cmentarz jest utrzymany w stylu klasycystycznym, można tu podziwiać wiele pięknych nagrobków, z najbardziej znanym „śpiącą dziewczyną”. Jest to też miejsce pochówku wielu znanych osób – w tym Meliny Mercury oraz Schliemanna. Tego ostatniego trochę musiałyśmy się naszukać- jest przy samym wejściu, ale na górze, przy czym widoczny jest w zasadzie wyłącznie od podnóża wzgórka. Przyznam, że szukając grobowca nabawiłyśmy się lekkiego stracha – po cmentarzu włóczył się za nami chłopak, ale jak się okazało, też szukał jakiegoś grobowca i obeszło się bez salwowania ucieczką, zwłaszcza, że akurat pagórek, na którym stoi grób Schliemanna nie zachęca do spacerów – jest odludny i najlepsze, co można o nim powiedzieć, to że gnieżdżą się tu zdziczałe koty, tak więc miałyśmy trochę mocniejszych wrażeń;-)

After the morning that we spent in the museums we went to the Olympic Stadium Kalimarmaro. We were lucky because finally the whether began to be more favorable for talking a walk. The Stadium is located on place of the ancient Olympic Stadium, unfortunately it is closed to the visitors but you can admire its dimensions through a fence. Close to the gate there is plenty of aggressive sellers of city maps, it is really hard to repel their attacks of we had simply bad luck. When you walk the street on which the stadium is located, you reach another street which leads to the First Athenians Cemetery which appeared to us to be really a serene place of last rest. We – the Slavic nations, are really overpowered with the gloomy climate which causes that even after death we have to lie on a dark, marshy cemetery. The Athenian Cemetery is white, full of visitors (OK – in Poland we have the same situation) and one cannot say that this place is especially melancholic. The place is in classical style, one can admire here a lot of beautiful tombstones, including the most famous called a “sleeping girl”. This is a place of burial of many famous people, including the actress Melina Mercury and archeologist Schliemann. I must confess that when we were looking the grave of Schliemann fear fell upon us – we thought that one guy is following us but than it appeared that he is also looking for some grave so we did without escaping, especially that the hill on which there is this grave of Schliemann is not encouraging – it is quite secluded and the best you can say about it is that there are nesting wild cats, so we had some strong impressions;-)

czwartek, 19 listopada 2009

Stare czy nowe?/Old or new?











































































































































































































































































































































































































25.09.09

Patrząc na ten dzień z perspektywy prawie dwóch miesięcy, muszę powiedzieć, że przyłożyłyśmy się do zwiedzania. Zwiedziłyśmy Narodową Galerię – Pinakotekę, Muzeum Bizantyjskie, Zappeion oraz Stadion Olimpijski. Samotnym turystkom odradzamy za to wizytę w Ogrodach Narodowych – wszystkie przewodniki rozpisują się jak wspaniale odpocząć w cieniu wiekowych drzew, tak, to prawda, pod warunkiem, że jest się wyjątkowym krótkowidzem, ewentualnie ma się nerwy na postronku – liczba ekshibicjonistów na metr kwadratowy za każdym drzewem zatrważa.

Przechodząc do samej Pinakoteki – warte obejrzenia na pewno jest malarstwo lokalnych artystów – Lytrosa i Ghysisa, przy czym mnie osobiście podobał się pierwszy, obrazy Oczekiwanie i Pocałunek. Przed budynkiem Muzeum stoją niesamowite rzeźby nowoczesne. Na głównym placu naprzeciwko Muzeum znajduje się wielki biegacz – trochę zionie komuną, gabaryty, ideologia i materiał, w sumie nawet mi się podoba. Na razie zdjęcia z Galerii Narodowej (a w zasadzie sprzed budynku) i Muzeum Bizantyjskiego. Która sztuka ciekawsza?

Looking on this day from the perspective of almost 2 months, I have to say that we really do some sightseeing. We visited the National Gallery – Pinakoteka, Byzantine Museum, Zappeion and Olympic Stadium. I do not recommend to lonely female tourists a visit in the National Gardens – all guides keep saying that it is a fantastic place to have a rest in the shade of old trees, yes, it is truth when you are shortsighted or you are not nervous – the number of exhibitionists for each square meter behind each tree is really scary.

When it comes to the National Gallery – it is surely worth to see the works of the local artists – Lythros and Ghysis, and in my opinion the first painter was better. In from of the building you can see some modern sculptures. Opposite the building on the huge square there is also a modern sculpture of a runner who looks a little bit like a communist art because of its demotions, pathos and ideology but as a matter of fact it looks quite ok. For now pictures from the National Gallery (or rather from outside of the building) and from the Byzantine Museum. Which art do you prefer - old or new?






wtorek, 17 listopada 2009

Oczekując burzy/Expecting the storm







































































































































Dziś kilka zdjęć z Pnyxu, o którym bardziej szczegółowo pisałam już w ostatnim poście, a zatem miejsce praktycznego zastosowania ateńskiej demokracji –tu odbywały się demokratyczne zebrania oraz trybuna dla wielkich mowców. Bardziej fascynująca okazała się jednak niesamowita roślinność. Ciekawe czy turyści u nas też tak fotografują każdy kwiatek, kamyk i drzewka:)

Today some pictures from Pnyx about which I have already written in my last post – a place of practical enforcement of Athenian democracy – a place of democratic union and speaker's platform for great spokesmen. However we were more fascinated by incredible plants. I wonder whether tourists in Poland take pictures of every stone, flower or tree:-)

czwartek, 12 listopada 2009

Ucieczka po górach/Running away in the mountains

24.09.2009

Wracam do relacji z Aten bo aura nie sprzyja nadal robieniu nowych zdjęć. Tego samego dnia udałyśmy się też na dwa wzgórza znajdujące się obok wzgórza Akropol. Relację podzielę pod kątem zdjęć na 2 części, ponieważ plenery, widoki, a przede wszystkim przyroda, były niesamowite, więc cykałyśmy zdjęcia trochę bez opamiętania. Pierwsze z nich to Wzgórze Filloppaposa z ciekawym monumentem z czasów rzymskich na szczycie oraz z więzienną grotą, w której jakoby miał przebywać Sokrates. Było bardzo parno, zbierało się na burzę. Niebo zaczęła pokrywać mlecznobiała mgła. Wzgórze pokryte jest pięknym parkiem z egzotyczną dla nas roślinnością i stanowi kolejny punkt widokowy na Akropol. Choć jest to praktycznie samo centrum, to jednak panuje tu cisza i spokój, od czasu do czasu zakłócany jakąś zorganizowaną wycieczką. Obok znajduje się Wzgórze Nimf, które wg Mitologii miały zajmować się małymi dziećmi. Jest to starożytny Pnyx - wzgórze na którym odbywały się zgromadzenia obywateli ateńskich pomiędzy VI i IV wiekiem przed naszą erą. Przemawiali tu też sławni mówcy. Na wzgórzu znajduje się też obserwatorium astronomiczne, które jednakowoż sobie darowałyśmy. Na zboczu znajduje się przepiękny drewniany kościół Agios Dymitros. Niestety nie dało rady go obejrzeć z bliska, gdyż pilnował go dość namolny strażnik. Po odwrotnej stronie wzgórza znajduje się starożytne założenie Kini. Nie za wiele tego zostało, schodzi kaskadami porośniętymi pachnącym rozmarynem. Panuje tu prawdziwa cisza i przez całą drogę nie spotkałyśmy ani jednej osoby, nie licząc 2 panów żółwi;) W powrotną drogę zdecydowałyśmy się na spacer przez Teatr Dory Statou, nie dość, że teatr to nic specjalnego, to jeszcze po scenie przegoniły nas 2 psy. Na dodatek urwał mi się pasek w butach i zaczął padać deszcz. Dobrze, że chociaż zastrzyk na wściekliznę nie okazał się konieczny:) Relacji fotograficznej z ucieczki przed psami nie posiadam:)

I would like come back to the reportage from Athens as the wheather conditions are not definetly convenient to take pictures. On the same date we went to 2 hills close to the Acropolis Hill. I will divide this post into 2 parts because we had made so many pictures. We could not resist the beauty of the views and most of all the amazing nature. First of the hills is the Hill of Philloppapos with an interesting statue from the Roman times on the top and with a cave that was supposed to be a prison of Socrates. It was very sultry, it was gathering for a storm. The sky was covered with milky fog. The hill is covered with exotic for us plants and is good view point for Acropolis. Despite the fact that it is almost a center, silence reigns over the hill, from time to time disturbed by some organized groups of tourists. Close to this hill there is another one, this time called the Hill of Nymphs who, according to the mythology, took care over small children. It is indeed the ancient Pnyx – a hill on which the gatherings of the citizens of Athens took place between VI and IV century BC. Famous speakers also addressed their audience there. There is also an astronomical observatory on the hill but we decided to spare ourselves the visit. There is also a beautiful wooden church of Agios Dymytrios on the hill. Unfortunately we have not managed to see it inside because it was guarded by some persistent guard. On the opposite slope there is an ancient city Kini. Not too much remained until our times, it is descending with cascades covered with fragrant rosemary. There is real silence and during all our trip we did not meet anybody despite two turtles;) We decided to return through the Theater of Dora Statou, and this vas definitely a mistake! The theater is nothing special itself and also we were drove away by 2 dogs on the stage. Additionally, one of the straps in the shoes broke and it started to rain. Thanks God we did not have to get a rabies vaccine:) There will not be a photo reportage from the escape:)













































































































































































































































Święto Niepodległości/Independence Day
































































































































W Święto Niepodległości zrobiliśmy sobie wycieczkę po Mazowszu. Nie zniechęcił nas ani silny wiatr ani lejący się z nieba lodowaty deszcz. No dobrze, niezupełnie była to wycieczka czysto turystyczna, powiedzmy miała też ukryte cele komercyjne:) Dopiero na zdjęciach chyba widać jak było ponuro na dworze. Zaczęliśmy od Siedlec, dawnego miasta wojewódzkiego. Miasto ostatnio jakby nabrało oddechu, trwają jakieś prace renowacyjne, niektóre już skończone, jak w przypadku Pałacu, niektóre chyba dopiero planowane. Może byłoby i ładniej, ale wielka ilość ruder w samym centrum zabija częściowo cały urok. Pięknie prezentuje się Ratusz, o wdzięcznej nazwie „Jacek”, czyżby od figury Atlasa na zwieńczeniu wieży? Katedra siedlecka jest imponuje wielkością. Niestety nie dane było nam zobaczyć El Greco – zwiedzanie dla grup zorganizowanych jedynie, więc będziemy musieli zorganizować takową;) Koło Siedlec znajduje się miejscowość o ciekawej nazwie Mokobody, w której jakoby znajduje się miniaturowa Świątynia Opatrzności i rzeczywiście, wygląda bardziej miejsko niż wiejsko, z powodzeniem mogłaby stanąć przy Krakowskim Przedmieściu. Końcowym akordem wycieczki była wizyta na zamku w Liwiu. Chciałam tam wybrać się już od dawna, a przyszło nam zobaczyć go grzęznąc w gigantycznych kałużach i moknąc w lodowatych strumieniach. A może w ogóle Liw to jedna wielka wilgoć? Nawet pilnujący go rycerze zdążyli zmurszeć na tym deszczu… Jadąc do Liwia od strony Węgrowa można zauważyć drogowskaz na Wzgórze Sowie, ciekawe co to takiego? Brzmi trochę jak Miasteczko Twin Peaks. Może jest to powód, by wrócić w te okolice jeszcze raz?...

On the Independence Day we made a trip in Mazovia Region. We were not discouraged by neither heavy wind nor icy rain falling straight from heaven. OK, to be honest, the trip had also some commercial background:) On the pictures you can see the gloomy whether. We started in Siedlce, former capital of one of the regions. Lately the city started to look better, there are some restorations, some of them already finished, as it is with the Palace, some of them are being planned. Maybe it would be prettier but plenty of ruins in the city are depriving the city from some charm. The City Hall is beautiful and it has a charming name “Jack”, maybe because of the statue of Atlas on the top of the tower. The cathedra impresses with its magnitude. Unfortunately we have not managed to see the paining of El Greco – the museum is opened only to groups, so we would have to organize one:) Close to Siedlce there is a small town with an interesting name Mokobody in which there is supposed to be a miniature of the Temple of the Divine Providence and indeed it fits rather a city than a country. The last step of our trip was a visit to Liw castle. I have always wanted to see it and we ended up there in very heavy rain. And maybe Liw is always that wet? Even the knights guarding the castle became rotten in this rain… And when you go from Wegrow to Liw you can see a signpost to the Hill of the Owl, I wonder what is that? Sounds like Twin Peaks almost. Maybe this is the reason to come back there once more at least?...