Wracamy na słoneczne ale zielone Lesbos.
Ostatnio, gdy pisałam o Lesbos, zwiedzaliśmy miejscowości położone na wybrzeżu tej wyspy. Tym razem udajemy się do serca Lesbos – największej i trzeba przyznać – ładnej miejscowości górskiej Agiassos.
Today we are coming back to sunny but still green Lesvos. Last time when I wrote about Lesvos, we visited some towns located at the coast. This time we are going to the heart of Lesvos – the biggest and I must admit – beautiful mountain village – Agiassos.
Z Agiassos, czyli owej wioski, a raczej miasteczka górskiego, udaliśmy się na pieszą wycieczkę na szczyt góry Olimpos – 967 metrów n.p.m., szlak wyceniony na 1.45 h w jedną stronę i pod górę tak rzeczywiście może być. Przy czym na samą górę wiedzie też najzwyklejsza w świecie asfaltowa droga samochodowa, nie odchodząca jednakowoż z ww. wioski, więc jak ktoś jest leniwy, może wjechać na szczyt samochodem i to wcale niekoniecznie terenowym:)
From the village, or rather a town, called Agiassos we went for a trekking to the top of Olympos mountain – 967 meters, the route is estimated for 1.45 hour one way and it is true when it comes to climbing. There is also an asphalt road leading up to the mountain, so if someone is lazy, may get there by car and even not necessarily an off – road car:)
Powyżej na zdjęciu coś co lubię – ule.
Above on the picture there is something that I like – beehives.
Poza tym, że istnieje szlak, można iść żwirówką wychodzącą ze wsi, co jest chyba lepszym rozwiązaniem, zwłaszcza pod górę, bo chociaż trochę się meandruje, summa summarum przynajmniej nie zasuwa się ostro pod górę a i wiatr lepiej chłodzi.
Apart of the trekking path there is also a dirty way going from the village, which is a better solution as although you need to meander a bit, you do not have to climb up and the wind is cooling much better.
Na marginesie dodam, że początek szlaku pieszego jest horrorem nawet dla osób mało wyrobionych estetycznie. Stada much krążą w tunelu między murowanymi płotami a krzakami, a pod nogami znajduje się mina na minie – istny raj dla owodologów, specjalizacja muchy:-)
I must add that the beginning of the trekking route is a horror even for not very esthetic – oriented people. There are namely clouds of flies in the tunnel between the paved fences and the bush and under your legs there are plenty reasons for that – a real paradise for insect scientist, specializing in flies;-)
Na szczęście takie atrakcje trwają niewspółmiernie krótko do całości szlaku. Polecam mimo wszystko trzymanie się żwirówki, przynajmniej do wodopoju na środku pagórka, gdzie nie ma strzałki, ale szlak zaczyna iść przez wyschnięty ładny potoczek górski – tam można zaspokoić swoje instynkty alpejskie bez narażania się na większy kontakt z insektami, które uprzednio z upodobaniem brodziły w gnoju;) Z wodopoju mogą korzystać nie tylko zwierzęta, co przetestowaliśmy dzięki uprzejmości pana z osiołkiem.
Luckily such attractions do not last all the way. I recommend however to keep the dirty road at least to the watering place on the middle of the mountain, where there is no signing but the route begins to climb in a dried stream – there you can satisfy your alpine instincts without risking a bigger contact with insects. You can use the watering place also which we tasted thanks to a kindness of a gentleman with a donkey.
Jak już dojdziemy na szczyt, szlakiem czy żwirówką, odkryjemy właśnie, że część turystów (co prawda nieliczni, gdyż i tak w ogóle ich mało na Lesbos, a już na wędrówkach górskich pojedyncze sztuki szaleńców) wybrała dojazd swoim „rent a carem” a nie włóczęgę w obuwiu trekkingowym.
When we finally reach the top, we can discover that some of the tourists (well, not many as there are a few on Lesvos and on the mountain tracks only some crazy individuals) chose to get there by their ‘rent a car’.
Sam wierzchołek jest też dość hardcorowy – znajdują się tu stacje radiowe – gigantyczne anteny na samym szczycie, wytwarzające naprawdę ekstremalne pole magnetyczne. Pośród nich zabłąkany krzyż i mały kościółek, do tego wielkie budynki o charakterze przemysłowym.
On the top there are huge radio stations – big radar antennas producing really extreme magnetic field. There is also a cross and a small church among huge industrial buildings.
Może lepiej więc popatrzeć na łąki pełne rumianków, paprotne lasy (tak, tak – w Grecji widziałam je pierwszy raz), zabłąkane kłosy owsa, a do tego maki, zdziczałe malwy i tym podobne, malowniczo porastające niższe partie gór.
Maybe it is better not to reach to the top and admire meadows full of chamomiles, fern forest (I saw them for a first time), some wild ears and poppies growing in the lower parts of the mountain.
W następnym poście zejdziemy z góry i udamy się do Agiassos – jednej z najbardziej malowniczych miejscowości na wyspie.
In the next post we will climb down and visit Agiassos – one of the most picturesque places on the island.
Miłego tygodnia!
Have a nice week!