wtorek, 4 maja 2010

1 maja-komary & dziczyzna/1st of May - mosquitoes and venison

tatarek-coś czego nie lubię/steak tartare-something that I do not like:)

Jak na ofiarę komarów wyglądam dość świeżo/I am quite frish despite being a victim of mosquitoes:)

Wejście do knajpy/Entrance to the restaurant


Pierwszy dzień długiego weekendu przywitał nas okropnym deszczem. Postanowiliśmy jednak nie siedzieć w domu, ale pospacerować sobie po Puszczy Kampinoskiej. Ponieważ wyjazd z Warszawy był zablokowany przez exodus urlopowy, cofnęliśmy się do Truskawia. Jednego nie przewidzieliśmy, ogromnych chmar komarów. W przewodniku po puszczy co prawda wyczytaliśmy, że żyje ich tutaj 31 gatunków, ale czy wszystkie musiały się aktywować w sobotnie deszczowe przedpołudnie?! Nic nie pomagało – roje atakowały nas od każdej strony, za plecami unosiły nam się całe chmury. Można było tylko biec, by zgubić ich choć trochę. Po przechadzce zdecydowaliśmy się wypróbować restaurację Kampinówka w Truskawiu. Zdecydowaliśmy się na dziczyznę – ja sarnę a Jacek dzika. Ceny były dość wysokie ale i porcje duże. Jacek spróbował jeszcze tatara i żurek, ten ostatni, o dziwo, na domowym zakwasie! Wracając jednak do dziczyzny, ciężko powiedzieć jak smakowała, gdyż dosłownie została utopiona w żurawinie. Ogólne jednak podobało nam się, obsługa szybka i sprawna a wnętrze bezpretensjonalne. Plus za dobre kopytka i spore porcje.


Albo sarna albo dzik - ciężko powiedzieć/or a boar or a deer - hard to say

The first day of the bank holidays welcomed us with terrible rain. We decided however not to seat at home but to walk in Kampinos Forrest. Because there was a holiday exodus that was causing big jam traffics on the roads leading from Warsaw, we started our trip from Truskaw village. One thing was not foreseen by us – terrible mosquitoes. We read in the guide that there are 31 species living there but why all of them had to be active in this rainy afternoon! Noting could have helped us – the swarms were attacking us from each side and clouds of them were flying behind our backs. You could only run to loose some of them. After the walk we decided to try a new restaurant in Truskaw – called Kampinowka. We chose venison – Jacek a boar and I – roe-deer meat. The prices were rather high but the plates big enough. Jacek took also steak tartare. It is hard to say how the venison tasted as it was literally drowned in cranberries. Generally we liked this place, the service was quick and nice and the interior was unpretentious. Big plus for the gnocchi and quite great portions.

8 komentarzy:

  1. love that place behind u in the 2nd picture..looks relaxing to me..

    OdpowiedzUsuń
  2. i hate mosquitos!! but the food and the trip looks great :-D

    xoxo bardot in blue

    OdpowiedzUsuń
  3. sorry about the mosquitoes. i haven't had a deer meat yet. the last food picture looks like dumplings, makes me want to make chicken and dumplings. that looks like a gorgeous place especially the one of you standing infront of that cottage.

    OdpowiedzUsuń
  4. It was really relaxing!

    OdpowiedzUsuń
  5. You poor baby, having so many mosquito species to attack you is not a very comforting thought!

    The food looks good, it's go for the gnocchi. ;-)

    Do you have wild garlic (ramson or bear's garlic) growing in the woods? The season here is over, but the smell of garlic lingers in the Vienna Woods. I love it when it's young and ground with olive oil and walnuts, great for gnocchi topping.

    OdpowiedzUsuń
  6. Merisi, it is not poular here, I know that it exists but never have eaten, I must try out!

    OdpowiedzUsuń