piątek, 13 sierpnia 2010

Pływając w aceto balsamico/Swimming in aceto balsamico


W ten upalny wieczór wybraliśmy się do restauracji Mille Gusti, by zakosztować włoskiej kuchni. Wielokrotnie tamtędy przejeżdżaliśmy wracając z pracy, kusiła nas przeszklona weranda i nie jeden raz pełna obsada przy stolikach. Mille Gusti znajduje się przy Chłodnej, za Halą Mirowską, stronę sądów na Solidarności. Tym razem restauracja była prawie pusta, co nas nieco zaskoczyło, złożyliśmy to jednak na karb pogody, która nie sprzyja przesiadywaniu w pomieszczeniach. Wnętrze mniej udane niż szklana weranda, wystrój w sumie dość konserwatywny, obrusy w kwiaty, świeczniki, poduchy, trochę już anachronicznie jak na 2010 rok, a niestety nie był to też styl zacisznej kuchni babci. Przekąska przed daniami była raczej skromna – małe kanapeczki z czymś w rodzaju pasty szynkowo – jajecznej. Potem rozpoczął się festiwal aceto balsamino (zwanego tutaj kremem balsamicznym, zaczęłam się zastanawiać, czy czasem aceto nie miksują z czymś jeszcze typu sos sojowy, bo smak był naprawdę piorunujący, jeśli mówią o tym jako o kremie) – był dosłownie w każdym daniu, dobre, że choć w deserze sobie darowali:) Jacek był zachwycony swoim kremem z melona i szpinaku na chłodno, ja nieco mniej kremem z marchewki i pomarańczy, zbyt kwaskowy, a do tego masa aceto. Na drugie niestety wybraliśmy dokładnie ten sam makaron z szynką parmeńską, pomidorkami koktajlowymi, szpinakiem i parmezanem. Dla mnie ok (pomijając powódź octu), Jacek narzekał na makaron, że zbyt drewniany. W końcu deser – skusiłam się na gruszkę w sosie pomarańczowym z kulkami z arbuza i mascarpone – smaczne, ale nie na tyle znów skomplikowane, by mała porcyjka kosztowała 23 złote. W sumie zatem mam mieszane uczucia – fajna ta weranda, makaron dobry, miło, ale czy warto wrócić, nie wiem. Może zimą, gdy będą palić się świeczki i skusi nas nastrojowa atmosfera.


In this hot weather we went to Mille Gusti to taste some Italian cooking. We were passing this place by many times on my way home from office and we were teased by a glassed -in veranda and a lot of guests occupying tables which was also a good recommendation for this place. Mille Gusti is located at Chlodna Street, downtown. This time the restaurant was almost empty so we were a little bit surprised we attributed this to the weather which is not favorable to seat in closed places. The interiors were a little bit less successful in comparison with the veranda, its design is rather conservative, flower clothes, candles, cushions, a little bit anachronistic as for 2010 and not enough cozy to remind grandmother’s kitchen. An appetizer was rather modest – small sandwiches with something reminding egg & ham salad. Than a festival of aceto balsamico began. It was added literally to every singe dish, thanks God that at least thy did not add it to the dessert. Jacek was pleased with a cold cream soup made of melon and spinach, I a little bit less with a cream of carrots and orange – it was a little bit too sour and again with a lot of balsamico. For a main course we chose the same pasta – with Parma ham, tomatoes and spinach plus parmiggiano of course. For me it was OK (except of a flood of aceto), Jacek was not pleased with the pasta itself. At the end I decided for a dessert – a pear in orange souse with small balls of watermelon and mascarpone cheeses – good but noting special and a very small portion costs 23 PLN (more than 5 Euro), almost the same as the main dish. So I have mixed feelings about this place – I like the veranda, the pasta, it was nice but whether it is worth returning, I do not know. Maybe in winter when there will be candles burning and we will be tempted again by a cozy atmosphere...



Tak naprawdę najfajniejsza jest szklana weranda/To be honest, the finest thing about the restaurant is the galssed-in veranda.



Zupa krem marchwiowo-pomarańczowy plus oczywiście aceto balsamico/Carrots and orange cream with, of course, aceto balsamico


A ten krem z melona i szpinaku to była poezja/And this cream made of melon and spinach was a poetry


Mnie najbardziej smakowała powyższa pasta/I liked the above pasta most of all


A na deser owocowo/And a friut dessert

8 komentarzy:

  1. smakowicie jak zawsze:D
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. :) krem z melona mogę sobie wyobrazić.. ale żeby dodać szpinak?? Osobno obie rzeczy są pyszne... ale razem... nie potrafię sobie tego wyobrazić :P

    I ten owocowy deser... trochę go mało :) ale ja jestem nienasycona....

    Szklana weranda jest również w pewnej knajpce w Oświęcimiu :) zapraszam!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. deseru było rzeczywiście dramatycznie mało:) ja też w ten krem nie wierzyłam, ale, o dziwo, smakował najlepiej. Z chęcią się wybiorę, jak tylko zawitam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. yummmm. that food looks delicious!

    OdpowiedzUsuń
  5. The meals 'look" lovely, but I don't know about the sauces. I think they would overpower the food, wouldn't they? At least the desserts were free of them.

    wygląd dania "pięknego, ale nie wiem na temat sosów. Myślę, że one zapchanie żywności, nie oni? Przynajmniej desery były wolne od nich.

    Did I translate that right? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tatersmama, the last one is correct:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ola

    It all looked lovely the food and the table setting. I prefer simple traditional foods, to savoy the flavor of what I am eating.

    They did a nice plating of the food.

    Joanny

    OdpowiedzUsuń