poniedziałek, 28 grudnia 2009

Co robiliśmy w Święta?/What we were doing during Christmas?



Co robiliśmy w Święta poza aspektem duchowym? Otóż, jak tradycja każe:
1) objadaliśmy się do nieprzytomności, a było czym:)
2) ubieraliśmy choinkę;
3) odwiedzaliśmy Rodziny;
4) leżeliśmy pod Choinką (w następstwie czynności nr 1 i 2);
5) leżeliśmy na kanapie (w następstwie czynności nr 1);
6) cieszyliśmy się z prezentów;
7) dobieraliśmy się różnymi metodami do orzechów;
8) trochę spacerowaliśmy, czego jednak nie uwieczniłam dla potomnych;
9) planowaliśmy wyjazd na wakacje (nie zdradzę gdzie, by nie zapeszyć);
10) zanudzaliśmy się programem telewizyjnym;
11) snuliśmy plany odnośnie menu sylwestrowego (co jednak było mało przyjemne ze względu na czynność nr 1;).

What we were doing at Christmas despite the spiritual aspects?
1) we ate really too much but it was worth it:)
2) we decorated the Christmas tree;
3) we visited the Families;
4) we were lying under the Christmas tree (as a result of points 1 and 2 above);
5) we were lying on the bed (as a result of point 1);
6) we enjoyed our gifts;
7) we were trying to eat nuts using different methods;
8) we walked a little bit;
9) we were planning our holidays (I will not say however at this stage where);
10) we were terribly board by TV;
11) we planned our New Year’s Eve menu (what was however not that pleasant due to point 1 above)























































































środa, 23 grudnia 2009

Świątecznie/Christmas





























Za oknem deszcz, więc zdjęcia sprzed kilku dni-z pełnej śniegu wówczas Warszawy. Wesołych Świąt!












It is raining outside so those are pictures that were taken a few days ago in Warsaw. Marry Christmas!

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Impreza Świąteczna 2009/Christmas Party 2009






















Nasza świecka tradycja spotkań przedwigilijnych w ścisłym gronie znajomych sięga, podobno, 2001 roku, ale czas leci! Co roku przed Świętami zostawiamy mężów/chłopaków/dziewczyny/kochanki bądź ewentualnie telewizor w domach i wspominamy stare dobre (głównie studenckie) czasy:) A zwłaszcza Wielkich Nieobecnych…I, jak co roku, lądujemy we włoskiej knajpie, zarzekając się, że na przyszły rok wybierzemy jakąś nową kuchnię. Zdjęcia wyszły jak renesansowe malowidła, następnym razem przejdziemy przez krótkie szkolenie z zakresu obsługi aparatu cyfrowego:) Mam nadzieję, że Wasze przedwigilijne spotkania są i były równie udane! I oby mniej tuczące niż moje:)

Our tradition of Christmas parties in the closest circle of friends dates back allegedly 2001, the time is really running! Each year before Christmas we leave husbands/boyfriends/girlfriends/lovers or at least TV sets at home and we gather together to reminisce about the good old days (mostly the University) ;-) And especially those who are not present… And, as each year, we finish at some Italian restaurant, promising that each year we will chose something different. The pictures are a little bit like Renaissance paintings, next time we will do some training concerning using digital camera:) I hope that your Christmas parties are as well great! And hopefully more dietetic than mine:)

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Sztuka i sztuka/Art and art


























































































































































































































































25-09-09
Muzeum Frissarisa w Atenach znajduje się nieopodal traktu handlowego, obok ulicy Królowej Amalii. Frissaris był prawnikiem – fundatorem, admiratorem sztuki współczesnej, co odzwierciedla kolekcja. Pierwsze piętro to portrety matki artysty aktualnie wystawiającego się w galerii. Mnie jednak najbardziej spodobała się kolekcja z górnego piętra – wielkie malowidła przedstawiające tłum kolorowych postaci oraz sfora psów pożerających człowieka – artysta chyba zainspirował się psami grasującymi w teatrze Dory Statou, o których pisałam jakiś czas temu:) Wieczorem zawitałyśmy do knajpy dziadka – Peristerii w bocznej uliczce w okolicach katedry – miejsce zatrzymane w czasie, bez jakichkolwiek przejawów komercji turystycznej, jedzenie dnia w metalowych rynienkach, okolica obskurna, ale pójść należy. Skonsumowałam wybitną mussakę i briam z warzyw – cukinia, ziemniaki i bakłażan (jak sobie teraz pomyślę, to chyba był ostatni bakłażan w tym roku, gdyż, co prawda, mamy jeszcze miesiąc szansy, ale w grudniu w PL bakłażan nie jest warzywem typowym, zwłaszcza w kontekście potraw świątecznych).

The Museum of Frissaris in Athens is located close to the street market and the Street of the Queen Amalia. Frissaris was a lawyer – founder of the object and lover of modern art, what is visible when you visit the collection. On the first floor you can admire some portraits of the mother of the artist. I preferred however the second floor – huge paintings showing crowd of colorful persons and pack of dogs or wolfs devouring – I think that the artist must have been inspired by the dogs looting in the Dora Statou Theater – I wrote about it some time ago:) In the evening we visited the taverna of an old guy, which I knew from the previous visit in Athens – Peristeria which is located in one of side streets in the neighborhood of the cathedra – the place looks like it must have looked in the old times without any commercial symptoms, menu of the day kept in metal bowls, the neighborhood a little bit dingy but it is for me a place one should definitely see in Athens. We had an outstanding mussaka and briam made of vegetables – zucchini, potatoes and eggplant (when I think about it now, probably it was the last eggplant this year because although we still have one month of 2009, it is hard to say that eggplants are popular vegetables in Poland, especially when you take into consideration the Season’s food).

środa, 2 grudnia 2009

Dzień babskiej próżności/The famale day of vanity





























Dziś pochwalę się tylko swoimi ateńskimi zakupami, bo nie chce mi się pisać nic mądrego o poranku – szara kopertówka – zdecydowany faworyt, sprowadzona specjalnie dla mnie, gdyż pierwszego dnia się nie zdecydowałam, a drugiego sprzątnął mi ją ktoś sprzed nosa:) Na szczęście przywieziono mi drugi egzemplarz spod Aten:) Naszyjnik z oliwnych liści – autorstwa mojej siostry. Granatowa torebka ze szkła i drewna – z myślą o teatrze oraz korale (podobno z masy wulkanicznej) w moich ulubionych kolorach. Na zdjęciach ulica handlowa.

Today I am going only to show off my Athens purchases because I don’t feel like writing something clever early in the morning – the grey bag – definitely my favorite, brought to the shop especially for me because the first day I saw it I had not made a decision and on the next day it was already sold:) The necklace in the form of olive leaves – composed by my sister. The navy blue bag made of glass and wood – bought for visits in theaters and beads (supposed to be made of volcanic rock) in my favorite colors. On the pictures there is the street market.

środa, 25 listopada 2009

Świątynie duszy i ciała/Temples of soul and body
















































































































































































































































































































































































































































































25.09.09
Po poranku spędzonym w muzeach udałyśmy się na Stadion Olimpijski Kallimarmaro. Szczęście nam dopisywało, bo i pogoda zaczęła bardziej sprzyjać spacerom po mieście. Stadion położony jest na miejscu dawnego stadionu olimpijskiego, niestety jest zamknięty dla zwiedzających, ale można jego rozmiar podziwiać przez ogrodzenie. Pod bramą stadionu grasują dość namolni handlarze map miasta, po prostu aż ciężko się opędzić, albo my miałyśmy pecha. Idąc ulicą, przy której znajduje się stadion, dochodzi się do poprzecznej prowadzącej do Pierwszego Cmentarza Ateńskiego – wydał nam się wyjątkowo pogodnym miejscem ostatniego spoczynku. Jednak nas, narody słowiańskie, przytłacza klimat, który powoduje, że nawet po śmierci leżymy na ciemnym, podmokłym i smutnym cmentarzu. Cmentarz ateński jest biały, dość ruchliwy (OK – akurat tak jest i u nas) i raczej nie można o nim powiedzieć, żeby był miejscem szczególnie melancholijnym. Cmentarz jest utrzymany w stylu klasycystycznym, można tu podziwiać wiele pięknych nagrobków, z najbardziej znanym „śpiącą dziewczyną”. Jest to też miejsce pochówku wielu znanych osób – w tym Meliny Mercury oraz Schliemanna. Tego ostatniego trochę musiałyśmy się naszukać- jest przy samym wejściu, ale na górze, przy czym widoczny jest w zasadzie wyłącznie od podnóża wzgórka. Przyznam, że szukając grobowca nabawiłyśmy się lekkiego stracha – po cmentarzu włóczył się za nami chłopak, ale jak się okazało, też szukał jakiegoś grobowca i obeszło się bez salwowania ucieczką, zwłaszcza, że akurat pagórek, na którym stoi grób Schliemanna nie zachęca do spacerów – jest odludny i najlepsze, co można o nim powiedzieć, to że gnieżdżą się tu zdziczałe koty, tak więc miałyśmy trochę mocniejszych wrażeń;-)

After the morning that we spent in the museums we went to the Olympic Stadium Kalimarmaro. We were lucky because finally the whether began to be more favorable for talking a walk. The Stadium is located on place of the ancient Olympic Stadium, unfortunately it is closed to the visitors but you can admire its dimensions through a fence. Close to the gate there is plenty of aggressive sellers of city maps, it is really hard to repel their attacks of we had simply bad luck. When you walk the street on which the stadium is located, you reach another street which leads to the First Athenians Cemetery which appeared to us to be really a serene place of last rest. We – the Slavic nations, are really overpowered with the gloomy climate which causes that even after death we have to lie on a dark, marshy cemetery. The Athenian Cemetery is white, full of visitors (OK – in Poland we have the same situation) and one cannot say that this place is especially melancholic. The place is in classical style, one can admire here a lot of beautiful tombstones, including the most famous called a “sleeping girl”. This is a place of burial of many famous people, including the actress Melina Mercury and archeologist Schliemann. I must confess that when we were looking the grave of Schliemann fear fell upon us – we thought that one guy is following us but than it appeared that he is also looking for some grave so we did without escaping, especially that the hill on which there is this grave of Schliemann is not encouraging – it is quite secluded and the best you can say about it is that there are nesting wild cats, so we had some strong impressions;-)